Piekary Śląskie: Sprawiedliwa wśród Narodów Świata przez pewien czas mieszkała w Kozłowej Górze. W bibliotece można obejrzeć wystawę o niej

Magdalena Mikrut-Majeranek
Magdalena Mikrut-Majeranek
MBP w Piekarach Śląskich
Irena Gut-Opdyke urodziła się w Kozienicach, a zmarła w wieku 85 lat w Kalifornii, ale przez pewien czas mieszkała także w Kozłowej Górze - wsi, która od 1973 r. jest jedną z dzielnic Piekar Śląskich. I właśnie w tutejszej Miejskiej Bibliotece Publicznej im. T. Heneczka do 24 listopada można oglądać wyjątkową wystawę.

Wystawa ta przybliża losy kobiety, która w czasie II wojny światowej narażając własne życie, niosła pomoc innym. Świat poznał jej burzliwą historię w 2001 r., kiedy wydano książkę „In My Hands”, w której opublikowane zostały jej wspomnienia spisane w 1999 r. Z kolei siedem lat później na scenie Baruch Performing Arts Center w Nowym Jorku wystawiono sztukę „Irena’s Vow”, opartą na jej dziejach. Piekarzanie natomiast mogą zapoznać się z jej życiorysem, zwiedzając wystawę „Świadectwo człowieczeństwa w czasie zagłady. Historia Ireny Gut-Opdyke” w bibliotece.

Wszystko rozpoczęło się od pewnego zdjęcia…

- Kiedy Joanna Villard, dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej w Piekarach Śląskich, odchodziła na emeryturę, zostawiła mi wyjątkową fotografię. Utrwalono na niej wizerunek 5 dziewczyn - wspomina Łukasz Żywulski, kierownik Biblioteki Centralnej w Piekarach Śląskich, instruktor biblioteki i opiekun Izby Regionalnej.

Zdjęcie prezentuje siostry Gut (Władysławę, Irenę, Marię, Bronisławę i Janinę), a jednej z nich w 1982 r. nadano tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Adnotacja zamieszczona na rewersie fotografii głosi, że fotografię wykonano 28 lipca 1942 r. i podarowano niejakiej Zefci, czyli Józefie Gowin - matce poprzedniej dyrektor biblioteki, która przyjaźniła się z Marią Gut. Rozproszone puzzle pamięci w całość poskładał Łukasz Żywulski, który zdecydował się na przygotowanie wystawy przypominającej o losach Ireny Gut-Opdyke w ramach projektu dofinansowanego przez Muzeum Historii Polski w programie „Patriotyzm Jutra”. Wystawa miała być gotowa z okazji setnej rocznicy urodzin Ireny, czyli właśnie w 2022 roku. Jednakże w trakcie prowadzonej kwerendy okazało się, że bohaterka nie urodziła się w 1922, a 5 maja 1918 roku, na co wskazuje księga metrykalna w Kozienicach.

Rodzina Gut pochodziła z okolic Radomia. Ojciec Ireny, Władysław, urodził się w Iłży. W czasie I wojny światowej walczył w Legionach Polskich, a następnie służył w Policji Państwowej w Kozienicach. Po odejściu ze stanowiska postanowił związać swoją karierę zawodową z branżą ceramiczną. Początkowo podjął pracę w Radomiu, później w Suchedniowie, a następnie w Częstochowie, skąd w 1936 r. został oddelegowany do Kozłowej Góry, gdzie objął stanowisko kierownika Śląskich Zakładów Ceramicznych.

- Zakład funkcjonował już od 1930 roku. Ziemię tę kupili bracia Artur i Konrad Majowscy z Tarnowskich Gór, wiedząc, że jest ona bogata w glinę. Obecnie w miejscu dawnej cegielni znajduje się siedziba firmy Nomax, produkującej opakowania dla przemysłu mięsnego. Większość zabudowań rozebrano, ale dom, w którym mieszkała rodzina państwa Gut istnieje, choć jego bryła wygląda już zupełnie inaczej. Za ogrodzeniem znajduje się staw, to łowisko wędkarskie „Szachta”. To pozostałości po wydobyciu gliny - wskazuje Łukasz Żywulski.

Irena spędziła w dzisiejszej dzielnicy Piekar Śląskich zaledwie kilka lat. Mieszkając na Górnym Śląsku, Irena Gut została wolontariuszką Czerwonego Krzyża, a w 1938 r. zdecydowała się wrócić do Radomia, gdzie podjęła naukę w szkole pielęgniarskiej. Tam też zastała ją wojna. Podczas bombardowania miasta opatrywała rannych w lokalnym szpitalu. W połowie września Irena ewakuowała się z Czerwonym Krzyżem do Kowna, a stamtąd do Lwowa. Kiedy tułała się po wschodnich rubieżach, została zgwałcona i ciężko pobita przez Rosjan. W efekcie tego trafiła do tarnopolskiego szpitala, gdzie została pielęgniarką, gdy tylko odzyskała siły. Nie zagrzała tam długo miejsca. W marcu 1941 r. udało jej się wrócić do Radomia.

- W swoich wspomnieniach zaznaczyła, że w Tarnopolu działał punkt przesiadkowy dla obywateli niemieckich. Ona co prawda nie była Niemką, ale miała niemieckobrzmiące nazwisko i znała język. To była jej karta przetargowa, dzięki której udało jej się ewakuować w rodzinne strony, gdzie spotkała rodzinę - wyjaśnia Żywulski.

Nie na tym koniec jej tułaczki, bowiem już jesienią, podczas ulicznej łapanki, została zatrzymana przez niemieckiego oficera Eduarda Rugemera i przydzielona do pracy w fabryce amunicji, którą nadzorował wspomniany wojskowy. Po pewnym czasie major zatrudnił ją jako pomoc do pracy w hotelu i niemieckiej kantynie.

- Już w Radomiu Irena niosła pomoc Żydom. Jej hotel sąsiadował z tamtejszym gettem, stąd też wiedziała w jakich warunkach żyją Żydzi. Zaczęła przynosić im jedzenie, które zostawiała pod płotem - mówi Łukasz Żywulski. - I pewnie pomagałaby w ten sposób długo, gdyby nie przenosiny w 1942 r. majora do Tarnopola. Tam powierzono mu nadzór nad zakładem naprawy samochodów wojskowych. Oficer zabrał ze sobą zarówno Irenę, jak i jej młodszą siostrę Janinę - dodaje.

W tamtym czasie 44 proc. populacji miasta stanowili Żydzi. Podczas wojny zostali osadzeni w getcie, a Irena chciała im pomóc. Tym razem jednak nie poprzestała na przynoszeniu jedzenia.

- Poprosiła majora, aby zatrudnił w hotelowej pralni Żydów. Ten zgodził się, dzięki czemu pracowali tam za dnia, a nocą wracali do getta. Kiedy Irena podsłuchała rozmowę Rügemera z Richardem Rokitą, esesmanem zarządzającym obozem pracy przymusowej dla Żydów, wiedziała już, że Niemcy zamierzają uśmiercić mieszkańców getta - wyjaśnia Żywulski.

Irena wiedziała, że musi działać szybko. Najpierw wywiozła sześć osób dwukołówką do lasu znajdującego się w miejscowości Janówka, a kiedy Rügemer zaproponował jej, żeby została jego prywatną gosposią w jego willi, zdecydowała, że w domu tym ukryje kolejnych 10 osób. Plan powiódł się.

- Ktoś złożył donos na majora, a do weryfikacji oddelegowano dwóch oficerów niższych ranga. Nie weszli jednak do domu. Rügemer nie pozwolił im na przeszukanie willi. Warto dodać, że mieszkańcy mieli opracowany system sygnałów alarmujących o zbliżającym się niebezpieczeństwie - wyjaśnia kierownik biblioteki.

Pewnego dnia system zawiódł. Major wrócił wcześniej z pracy i w swoim domu zastał dwie Żydówki. Niemiec nie zdawał sobie sprawy z tego, że w jego piwnicy ukrywa się jeszcze 8 innych osób. Zaszantażował Irenę, mówiąc że ich nie wyda, jeśli ta zostanie jego kochanką. Tak też się stało. Irenie udało się wywieźć wszystkich mieszkańców piwnicy do lasu, gdzie ukrywali się do końca wojny.

Po zakończeniu II wojny światowej Irena musiała się ukrywać.

- Kiedy wracała z Tarnopola do Polski, zatrzymała się w Kielcach, gdzie wstąpiła do partyzantki. Została kurierką - mówi Żywulski.

Gdy wojenny kurz opadł, zdała sobie sprawę, że z powodu swojej działalności nie zazna spokoju w nowej Polsce.

Zimą 1944 r. zachorowała poważnie i musiała opuścić swój partyzancki oddział. Wróciła do Kielc, a po zakończeniu wojny w maju 1945 r. ruszyła na poszukiwania rodziny. Powojenna rzeczywistość nie była dla niej łaskawa, dlatego wybrała emigrację.

- Dodatkowo, z uwagi na romans z majorem Rügemerem, była oskarżana o kolaborację z Niemcami - dodaje inicjator piekarskiej wystawy. - Zdecydowała się też na zmianę nazwiska, w czym pomogli jej Żydzi, których uratowała w Tarnopolu, i w maju 1946 r. już jako Sonia Sofierstein wyjechała do alianckiego obozu dla uchodźców w Niemczech - wyjaśnia.

Tam też w 1949 r. poznała swojego przyszłego męża Wiliama Opdyke’a, dziennikarza, który przypłynął z USA, aby przeprowadzić rozmowy z ocalałymi z II wojny światowej. Rozmawiał także z Ireną, której zaproponował wspólny wyjazd do USA, gdzie jej rodzina mieszka do dziś.

Wiadomo, że siostry, których twarze uwieczniono na fotografii z 1942 r. przetrwały wojnę. Ponownie spotkały się w 1984 r. w Polsce, a pamiątką ze spotkania jest kolejne zdjęcie zamykające niczym klamra historię pewnej sanitariuszki Sprawiedliwej wśród Narodów Świata.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

iPolitycznie - Ireneusz Zyska - skrót

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na bytom.naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie