Historia Romea i Julii w Operze Śląskiej

Henryka Wach-Malicka
Aleksandra Bryl w pełni sprostała scenicznej roli Julii FOT. TOMASZ ZAKRZEWSKI
Najsłynniejsza choreograficzna wersja historii Romea i Julii to oczywiście balet do muzyki Sergiusza Prokofiewa. Najnowsza premiera Opery Śląskiej, choć także nosi tytuł "Romeo i Julia", ułożona została jednak do muzyki Hektora Berlioza, autora symfonii dramatycznej, opartej na tragedii Williama Szekspira. Ten utwór nigdy nie był w Polsce wystawiany w wersji baletowej, była to więc prapremiera.

Autorem choreografii i reżyserem spektaklu jest Henryk Konwiński, który rozpisał historię nieszczęśliwych kochanków na poetyckie sceny-obrazy, zróżnicowane w charakterze i ekspresji tańca. W przypadku muzyki Berlioza było to zadanie tyleż łatwe, co trudne, kompozytor bowiem był twórcą symfonicznej muzyki ilustracyjnej. Konwiński dodatkowo skomplikował sobie zadanie, obsadzając w rolach tytułowych uczniów Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej w Bytomiu. Skomplikował w tym sensie, że pierwszy pełnospektaklowy występ był dla nich ogromnym przeżyciem, zaś choreografię trzeba było dostosować do możliwości młodzieży (fizy- cznych, bo baletowe były najwyższej próby).

Udało się! Połączenie klasycznej techniki z odrobiną tańca współczesnego nadaje opowieści uniwersalny charakter. Widz ma wrażenie, że historia toczy się ponad czasem, a bohaterowie mogli się urodzić zarówno w renesansowej Weronie, jak i w Nowym Jorku w czasach "West Side Story". Tę iluzję wzmacnia scenografia Ireneusza Domagały: dwie proste, szkieletowe konstrukcje, które kojarzyć się mogą zarówno z zarysem stylowego okna, jak i mostem Brooklynu.

Zwiewne, znaczące poprzez dobór kolorów kostiumy Zofii de Ines potęgowały wrażenie snu i bezsensownej nierealności zdarzeń, doprowadzających bohaterów do tragicznego finału. Henryk Konwiński w baletowym scenariuszu nie podąża zresztą wprost za tragedią Szekspira, obrazy są bardziej znakami niż fabułą, a przede wszystkim nie ma tu motywu nienawiści rodów Capulettich i Montecchich. Decyzje młodych kochanków podyktowane są więc nie wojną dorosłych, lecz ich własną lekkomyślnością, brakiem doświadczenia i zapalczywą niecierpliwością, która zabije oboje równie brutalnie, jak sztylet czy trucizna.

Reżyser faworyzuje jednak Julię, bo to dla niej skomponował najpiękniejsze układy choreograficzne. A śliczna, wiotka Aleksandra Bryl (w tej roli występuje także Marta Kurkowska) nie tylko sprostała zadaniu, ale nawet przerosła oczekiwania. Nie tylko pięknie i poprawnie tańczy, ale także sprawdza się jako aktorka. Portretuje bohaterkę na wiele sposobów, choć tylko ruchem ciała. Inaczej wyraża zalotność Julii, inaczej nagły przypływ wstydu, wspaniale wypada w scenie erotycznej fascynacji i naprawdę przejmująco umiera.

Romeo Adama Myślińskiego (tę rolę gra też Tomasz Fabiański) mniej ma pola do popisu, a i tak ustępuje o krok swojej partnerce. Za bardzo ten jego Romeo jest upozowany, za bardzo sztywny, byśmy uwierzyli w desperację młodego kochanka. Co innego Tybald, kapitalnie zatańczony i zagrany przez Tomasza Sośnika. Bogiem a prawdą, aż dziw, że to nie jego Julia pokochała.

100 Najbogatszych Polaków „Forbesa” 2021

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie