Pracują na ulicach Bobrka. Chcą pomagać

Magdalena Nowacka - Goik
Robert Cieślar, nazywany przez chłopaków z Bobrka "Pan Uno" (od jednej z gier) i jego żona Monika są specjalistami z zakresu pedagogiki ulicy Centrum Misji i Ewangelizacji Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP. Co to oznacza w praktyce? Ni mniej, ni więcej, tylko pracę z dziećmi, których światem jest przede wszystkim podwórko i ulica.

Dzieci ciągnie przestrzeń, są ciekawe świata, ale nie zawsze wiedzą, co zrobić z wolnym czasem. Nad tym, żeby się w niej nie pogubili, czuwają właśnie Robert i Monika. - Jesteśmy z Śląska Cieszyńskiego i wcześniej pracowaliśmy na innym terenie - mówi Robert. Kiedy okazało się, że są fundusze na program "Misja ulica" w Bytomiu, nie wahali się. - Dowiedzieliśmy się, że dzielnica Bobrek jest specyficzna. Tak, jak to jest zwykle w przypadku dzielnic poprzemysłowych - opowiadają. I potraktowali to jako wyzwanie. Monika pisze projekty, programy, szuka dotacji, sponsorów. A w terenie pracuje jej mąż. Pomagają mu także dwie wolontariuszki Kasia Kukucz i Natalia Czachor. - Na początku chodziłem po całym Bobrku, okolicach torowisk, pustostanach. Obserwowałem dzieciaki, patrzyłem, gdzie toczy się ich życie. Po pewnym czasie niektórych zacząłem rozpoznawać - opowiada Robert. Podchodził, przedstawiał się i proponował wspólne spędzenie czasu. Może ciekawszą niż hałda i węgiel. Oczywiście o tej formie pracy wiedział Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. Robert dążył też do tego, aby poznać rodziców, zyskać ich zgodę na organizację czasu dzieciakom. Zwykle z powodzeniem. - Zaczynałem od prostych rzeczy: gier i sportu. Potem były wspólne wyjazdy do kina i na basen - wspomina. W końcu, kiedy udało się zebrać konkretną grupę, powstał pierwszy wspólny projekt warsztatów fotograficznych pod hasłem "Bobrek oczami dziecka".

- Warsztaty prowadziła wspólnie z nami profesjonalna fotografka. Nie przez przypadek kobieta. Chcieliśmy przy okazji pokazać chłopcom inny wzorzec kobiety. Zwykle mają kontakt z kobietami ciężko pracującymi, głównie skoncentrowanymi na utrzymaniu domu i dzieci - opowiada Robert.

Chłopcy dostali aparaty i ruszyli w swój teren. Ale teraz uczyli się patrzeć na niego inaczej niż zwykle. Odkrywali historie starych budynków a nawet... drzwi. - Chcieliśmy, aby wyzwolili emocje, zobaczyli symbolikę. Ale najważniejsze - aby pokazali, jak oni widzą Bobrek - opowiadają pedagodzy. Udało się. Zdjęcia (było ich ponad 1500) zrobione przez dzieciaki, a także zdjęcia ich samych, można było zobaczyć w "Agorze". Teraz Robert i Monika prowadzą kolejne warsztaty, tym razem kulinarne, pod hasłem "Z żuru chłop jak z muru".

- Staram się przy tej okazji uczyć ich konsekwencji podejmowanych decyzji, dać możliwość kształtowania charakteru - mówi Robert.
Jeden z chłopców miał trudną sytuację rodzinną, problemy z szkołą. - Starałem się go wspierać, przekonać, że jeśli znajdzie się w specjalnym ośrodku, będzie miał szansę na wydobycie się choćby z szkolnych kłopotów. Udało się - opowiada Robert. Jakie są dzieci z Bobrka? Pełne energii. Niekonwencjonalne. Czasem trudno im się skupić w zamkniętej przestrzeni, dostosować do wprowadzonych zasad. Ale robią postępy. Przyjęli zasadę regularnego uczestnictwa w zajęciach. Kto opuści je więcej niż dwa razy bez usprawiedliwienia, nie jedzie na wspólny wypad do kina czy na basen. Ale decydują o tym dzieci. Od stycznia ruszają z nowym projektem.

Będzie nowe święto państwowe?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie