Bytom: Czekając na Chopina. Premiera spektaklu teatralno-muzycznego w Operze Śląskiej, 21 kwietnia

Magdalena Nowacka-Goik
Próba do spektaklu "Czekając na Chopina"
Próba do spektaklu "Czekając na Chopina" Anna Włodarczyk/mat. Opera Śląska
Udostępnij:
Czekając na Chopina. Premiera spektaklu teatralno-muzycznego w Operze Śląskiej, 21 kwietnia. Salon muzyczny taki, jakie bywały w XIX wieku. A w nim uwielbiające Fryderyka Chopina, kobiety. Zachwycone mistrzem

Czekając na Chopina. Premiera spektaklu teatralno-muzycznego w Operze Śląskiej, 21 kwietnia.

Wielki romantyk, cierpiący i tęskniący za ojczyzną. Do takiego patrzenia na Fryderyka Chopina, muzycznego geniusza, jesteśmy przyzwyczajeni. Odległy, poważny, „pomnikowy”. W spektaklu, którego tytuł jest w pewnym sensie parafrazą tytułu sztuki Samuela Becketta „Czekając na Godota”, zobaczymy inny świat Chopina. Kameralny, zabawny, spontaniczny.

Nie lubił koncertów. Miał poczucie humoru

Michał Znaniecki, reżyser spektaklu przyznaje, że jego zamierzeniem było odczarowanie tego poważnego, zdystansowanego i nieco jednowymiarowego spojrzenia na artystę.

- Myślimy, że był tylko męczennikiem - mówi reżyser Michał Znaniecki. - Takim go znamy z historii, takim go też wykreowała George Sand. Postrzegamy kompozytora przez wizję jego śmierci i oddalenia od Polski, a nie codziennego życia - opowiada reżyser. Tymczasem, to przecież tylko jeden z aspektów życiowych kompozytora.

- Pomysł na spektakl był taki, aby pokazać Chopina, którego nie znamy. Salonowego, uwielbiającego się bawić, o czym mówienie jest w Polsce niepopularne. Tymczasem on komponował salonowe szlagiery, do tańca, do zabawy. W spektaklu możemy posłuchać mniej znanych utworów na cztery ręce, niedokończonych wariacji na temat innych kompozytorów. Coś, co na konkursach chopinowskich nigdy nie jest w repertuarze - zdradza kompozytor.

I dodaje, że Chopin był także superimitatorem, miał poczucie humoru .Co ciekawe - wręcz nienawidził występów przed szerszym gronem. Nie chciał grać wielkich koncertów - jak mówi reżyser - „umierał” przed taką prezentacją. Ograniczał liczbę słuchaczy na swoich występach. Dlatego także w tym spektaklu, reżyser, aby oddać tego ducha salonowych koncertów Chopina, zrobił to samo.

- Gramy w innej przestrzeni - w sali Didura, która staje się salonem. Pojawiają się kanapy, fotele, zaciera się granica między sceną, a widownią. Fortepian jest wśród nas, artyści wśród publiczności. To jest podstawa, jeśli chcemy zdjąć Chopina z pomnika. Musimy go przede wszystkim przybliżyć. Czekając na Chopina, razem z publicznością śpiewamy, a nawet tańczymy tarantelę. Staramy się, żeby było w tym życie, prawdziwe relacje między publicznością, która właśnie śpiewa, tańczy, pije szampana z bohaterkami spektaklu. Taka namiastka prawdziwego salonu - uchyla szczegółów spektaklu Znaniecki.

Każde pojawienie się nowej osoby, poprzedza myśl, że to właśnie on, mistrz.

- Tymczasem okazuje się, że to sama George Sand zorganizowała ten wieczór, żeby posłuchać, co się o artyście mówi, a może napisać nową powieść o prowincjonalnych uczennicach Chopina, które go kochają, uwielbiają i... nie rozumieją - według George Sand oczywiście - opowiada Michał Znaniecki.

Bohaterkami są kobietami, które Chopin spotkał w różnych momentach swojego życia. To uczennice, fanki czy niedoszłe kochanki kompozytora.

Wśród nich jest m.in. Pauline Viardot, serdeczna przyjaciółka i wielka śpiewaczka czy Delfina Potocka, której stosunek do Fryderyka był prawie macierzyński. No i oczywiście George Sand, w roli narratorki. - Widzimy Sand oczarowaną twórczością Chopina, kochającą jego słabości i jego geniusz - mówi wcielająca się w tę postać , Anna Ratajczyk. George Sand była kobieta, która rościła sobie wyjątkowe prawa do mistrza i będąc pełną poświęcenia, pragnęła jednocześnie mieć go przede wszystkim dla siebie.

- Tak naprawdę, nie zobaczymy tutaj tego tak dosłownie. Natomiast symbolika mówi wiele. To, jak Sand z fascynacją, ciepłem i pewnym rodzajem intymności traktuje fortepian, symbolizujący Chopina, pokazuje, jaki miała stosunek do kompozytora - mówi artystka. Przyznaje też, że ten nietypowy kontakt artystów z publicznością jest dla nich wyzwaniem. - Publiczność znajdzie się nagle w wyjątkowo bliskiej relacji z divami. Może je dotknąć, spojrzeć im w oczy, zobaczyć wszystkie emocje. Nie wiemy, jakie będą reakcje. Ale to przekraczanie barier scenicznych sprawia, że to spektakl wyjątkowy - podkreśla artystka.

O spektaklu

Czekając na Chopina
autorski spektakl Michała Znanieckiego. Odzwierciedla nastrój salonowych spotkań muzycznych. Nie zabraknie tu zabaw z publicznością, wspólnego śpiewania i współprzeżywania. W spektaklu wystąpią: Iwona Noszczyk i Renata Dobosz - jako Delfina Potocka, Aleksandra Stokłosa i Leokadia Duży - Maria Kalergis, Anna Noworzyn-Sławińska i Roksana Wardenga - Maria Wodzińska, Marcelina Beucher i Anna Wiśniewska-Schoppa - Pauline Viardot, Joanna Kściuczyk-Jędrusik i Anna Ratajczyk - George Sand.
W roli pianistów Ewa Zug i Michał Kryworuczko. Premiera spektaklu w Operze Śląskiej (sala koncertowa im. A.Didura) odbędzie się 21 kwietnia o godzinie 18. Kolejne spektakle : 22 kwietnia, 28 kwietnia oraz 17 maja.
Rzadko wykonywane utwory Fryderyka Chopina, mało znane rysy postaci mistrza i spotkanie jego wielbicielek - to temat spektaklu teatralno-muzycznego „Czekając na Chopina”, którego premiera odbędzie się 21 kwietnia w bytomskiej Operze Śląskiej .

Łozińska i Melcer o rolach w filmie pt. "Lokatorka"

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie