Sezon mija, wąskotorówka stoi

DOROTA NIEĆKO
W tym roku niewielu pasażerów miało okazję podróżować tymi wagonami. Fot. LUCYNA USIŃSKA
W tym roku niewielu pasażerów miało okazję podróżować tymi wagonami. Fot. LUCYNA USIŃSKA
Po raz pierwszy od lat kolejka wąskotorowa z Bytomia do Miasteczka Śląskiego wykonywała jedynie jazdy techniczne. Raczej nie ma szans na to, aby rozpoczęła regularne kursy.

Po raz pierwszy od lat kolejka wąskotorowa z Bytomia do Miasteczka Śląskiego wykonywała jedynie jazdy techniczne. Raczej nie ma szans na to, aby rozpoczęła regularne kursy. Ale jest nadzieja, że wicepremier Marek Pol podpisze wkrótce decyzję o przekazaniu mienia PKP zainteresowanym gminom, bo w dokumentach nie ma już żadnych uchybień.

- Wcześniej okazało się, że czegoś jeszcze brakuje - wyjaśnia Jerzy Sikorski. - Przeanalizowali je prawnicy wicepremiera i okazało się, że w takiej formie podpisać ich nie można.

Podobno uchybienie wynikło z winy PKP. - Chodziło po prostu o to, że wicepremier zażyczył sobie uzasadnienia celowości przekazania majątku - mówi Adam Gerstmann, dyrektor Dyrekcji Kolei Dojazdowych PKP. - Chociaż w całym kraju przekazaliśmy gminom już dziesięć kolejek wąskotorowych, taki wymóg pojawił się po raz pierwszy. Ale już dostarczyliśmy uzasadnienie i czekamy na podpis pana Pola. Potem wystarczą nam 2-3 dni i przekażemy majątek zainteresowanym gminom.

- Ale straciliśmy kolejny tydzień - mówi Gerard Golomb, kierownik Referatu Transportu Lokalnego w bytomskim Urzędzie Miasta.

Wiadomo, że w uzasadnieniu PKP napisano, że przejęcie zabytkowej, najstarszej w kraju wąskotorówki przez gminy uratuje ją od likwidacji.

- To najlepsze wyjście, zwłaszcza, że taboru kolejki nie można w żaden sposób wykorzystać w PKP - mówi Gerstmann.

Bytomska wąskotorówka to najstarsza tego typu kolejka w Polsce. W przyszłym roku najprawdopodobniej będzie obchodzić 150. urodziny. Niegdyś miała najdłuższą trasę (230 km) - można nią było dojechać z Bytomia nawet do Rud Raciborskich czy do Katowic. Obsługiwała wszystkie kopalnie i huty w regionie. - Przede wszystkim były to przewozy towarowe, ale dowoziła również robotników do pracy - opowiada Gerard Golomb.

Od 1993 roku kolejka wozi turystów. A jej kłopoty zaczęły się rok temu, kiedy PKP zdecydowało, że trzeba z niej zrezygnować. W 2001 roku podjęto rozmowy z zainteresowanymi gminami. - Usilnie namawialiśmy je do przejęcia mienia - mówi Gerstmann. - Najpierw jednak nikt nam nie wierzył. Gminy przejęły inicjatywę dopiero wtedy, gdy nad kolejką zawisła groźba likwidacji. Poza tym nie wszystkie miasta, przez które biegną tory, były zdecydowane na zajęcie się kolejką. Na szczęście pod przewodnictwem Bytomia udało się im dogadać.

- Pierwsze poważne spotkanie z PKP odbyło się w lutym tego roku - wyjaśnia Golomb. - Wyraziliśmy wówczas chęć przejęcia kolejki. W maju Rada Miasta podjęła stosowną uchwałę. Od tego czasu, na okres przejściowy zaproponowaliśmy, aby PKP wydzierżawiła gminie mienie.

Kolejka mogłaby wówczas jeździć. Niestety, PKP nie znalazły podstaw prawnych, aby można było to zrobić.

Kilka miesięcy temu wyłoniono także operatora - jest nim Katowickie Stowarzyszenie Miłośników Kolei. Ale kolejka, do czasu formalnego przejęcia przez gminy, wykonuje jedynie jazdy techniczne, które mają zabezpieczać tory przed rozkradaniem.

- W tym sezonie nie ma szansy na regularne kursy - mówi Golomb. - Przejęcie mienia też potrwa. Wydawało nam się, że skoro zaczęliśmy rozmowy z PKP w lutym, zdążymy wszystko załatwić. Wiadomo, że są to skomplikowane sprawy, ale można było znaleźć wyjście.

- Procedura jest długa, trzeba np. zinwentaryzować majątek, Zarząd PKP musi przegłosować stosowną uchwałę, a Marek Pol wyrazić zgodę na przejęcie mienia - tłumaczy Gerstmann. - Szybciej nie dało się tego zrobić.

Po raz pierwszy od lat kolejka wąskotorowa z Bytomia do Miasteczka Śląskiego wykonywała jedynie jazdy techniczne. Raczej nie ma szans na to, aby rozpoczęła regularne kursy. Ale jest nadzieja, że wicepremier Marek Pol podpisze wkrótce decyzję o przekazaniu mienia PKP zainteresowanym gminom, bo w dokumentach nie ma już żadnych uchybień.

- Wcześniej okazało się, że czegoś jeszcze brakuje - wyjaśnia Jerzy Sikorski. - Przeanalizowali je prawnicy wicepremiera i okazało się, że w takiej formie podpisać ich nie można.

Podobno uchybienie wynikło z winy PKP. - Chodziło po prostu o to, że wicepremier zażyczył sobie uzasadnienia celowości przekazania majątku - mówi Adam Gerstmann, dyrektor Dyrekcji Kolei Dojazdowych PKP. - Chociaż w całym kraju przekazaliśmy gminom już dziesięć kolejek wąskotorowych, taki wymóg pojawił się po raz pierwszy. Ale już dostarczyliśmy uzasadnienie i czekamy na podpis pana Pola. Potem wystarczą nam 2-3 dni i przekażemy majątek zainteresowanym gminom.

- Ale straciliśmy kolejny tydzień - mówi Gerard Golomb, kierownik Referatu Transportu Lokalnego w bytomskim Urzędzie Miasta.

Wiadomo, że w uzasadnieniu PKP napisano, że przejęcie zabytkowej, najstarszej w kraju wąskotorówki przez gminy uratuje ją od likwidacji.

- To najlepsze wyjście, zwłaszcza, że taboru kolejki nie można w żaden sposób wykorzystać w PKP - mówi Gerstmann.

Bytomska wąskotorówka to najstarsza tego typu kolejka w Polsce. W przyszłym roku najprawdopodobniej będzie obchodzić 150. urodziny. Niegdyś miała najdłuższą trasę (230 km) - można nią było dojechać z Bytomia nawet do Rud Raciborskich czy do Katowic. Obsługiwała wszystkie kopalnie i huty w regionie. - Przede wszystkim były to przewozy towarowe, ale dowoziła również robotników do pracy - opowiada Gerard Golomb.

Od 1993 roku kolejka wozi turystów. A jej kłopoty zaczęły się rok temu, kiedy PKP zdecydowało, że trzeba z niej zrezygnować. W 2001 roku podjęto rozmowy z zainteresowanymi gminami. - Usilnie namawialiśmy je do przejęcia mienia - mówi Gerstmann. - Najpierw jednak nikt nam nie wierzył. Gminy przejęły inicjatywę dopiero wtedy, gdy nad kolejką zawisła groźba likwidacji. Poza tym nie wszystkie miasta, przez które biegną tory, były zdecydowane na zajęcie się kolejką. Na szczęście pod przewodnictwem Bytomia udało się im dogadać.

- Pierwsze poważne spotkanie z PKP odbyło się w lutym tego roku - wyjaśnia Golomb. - Wyraziliśmy wówczas chęć przejęcia kolejki. W maju Rada Miasta podjęła stosowną uchwałę. Od tego czasu, na okres przejściowy zaproponowaliśmy, aby PKP wydzierżawiła gminie mienie. Kolejka mogłaby wówczas jeździć. Niestety, PKP nie znalazły podstaw prawnych, aby można było to zrobić.

Kilka miesięcy temu wyłoniono także operatora - jest nim Katowickie Stowarzyszenie Miłośników Kolei. Ale kolejka, do czasu formalnego przejęcia przez gminy, wykonuje jedynie jazdy techniczne, które mają zabezpieczać tory przed rozkradaniem.

- W tym sezonie nie ma szansy na regularne kursy - mówi Golomb. - Przejęcie mienia też potrwa. Wydawało nam się, że skoro zaczęliśmy rozmowy z PKP w lutym, zdążymy wszystko załatwić. Wiadomo, że są to skomplikowane sprawy, ale można było znaleźć wyjście.

- Procedura jest długa, trzeba np. zinwentaryzować majątek, Zarząd PKP musi przegłosować stosowną uchwałę, a Marek Pol wyrazić zgodę na przejęcie mienia - tłumaczy Gerstmann. - Szybciej nie dało się tego zrobić.

Kolno wolne od koronawirusa

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie