Kobiety są jak kontynenty, czyli babski comber wieczorową porą

Katarzyna Wolnik, Fot. Rafał Jakoktochce
Bożena Nizler i Joasia Laszuk przyszły z dziesięcioosobową paczką przyjaciółek.
Bożena Nizler i Joasia Laszuk przyszły z dziesięcioosobową paczką przyjaciółek.
Udostępnij:
- Przy naszym stoliku siedzą mamy i córki, pracownicy z szefami. Razem dziesięć osób - mówi Marianna Rybok, właścicielka firmy. Na babski comber do Spółdzielczego Domu Kultury już drugi raz zabrała córkę Kasię, ...

- Przy naszym stoliku siedzą mamy i córki, pracownicy z szefami. Razem dziesięć osób - mówi Marianna Rybok, właścicielka firmy. Na babski comber do Spółdzielczego Domu Kultury już drugi raz zabrała córkę Kasię, studentkę ostatniego roku rehabilitacji. - Nie miałam o takiej zabawie żadnego wyobrażenia. Wiedziałam, że to śląska zabawa i tyle. Ma zupełnie inny charakter niż imprezy klubowe, na które chodzę na co dzień. Nie jestem tu jedyną studentką. Koleżanka studiuje bankowość. Też przyszła z mamą - opowiada Kasia.

Dyspensa musi być

Piątek. Godzina 18.30. Zabawa jest się rozkręciła. Żadna kobieta nie odmawia rozmowy z DZ. Nie wszystkie panie chcą jednak mówić jak się nazywają. - Mularczyk Bożena i Ewa - krzyczy mi do ucha jedna z kobiet. Muzyka jest bardzo głośna.

Panie częstują winem. Jedno stuknięcie i idziemy dalej. Przy kolejnym stole kolejna "paczka". - Mężowie nas przywieźli, a potem odwiozą do domu. Przecież to dwudziesty pierwszy wiek! - mówi Elfryda Walczyk. - Zachowuj się! Byle jak, ale się zachowuj - napomina żartobliwie koleżanka. - Jak się ujek dowie! Pierwszy raz i wpadka - śmieje się inna, mając na myśli rozmowę z dziennikarką. Po raz pierwszy na babskim combrze jest Janina Garncok. - Święto takie od tylu lat... Okazjonalne. Chyba dyspensa musi być - zastanawia się. - To nie są huczne zabawy. Garncok nie jest przeciwniczką Święta Kobiet. - Skoro tu jestem, to akceptuję.

Najlepsza Ameryka, najgorszy żuk

Na sali krążą czterej przystojni kelnerzy. Czarne spodnie, kamizelki i muszki. Ewa Krus i Monika Derwis z kuchni (robią tutaj najwięcej; sprzątają, zmywają, obsługują) mówią nam, że panowie nie chcą zdjęć. Chcą zachować anonimowość. - W menu znajdują się krupniok, żymlok, kiełbasa, ciasto, chleb z tustym, herbata, kawa, piwo - wymienia jeden z nich.
Brunet, podobno jeszcze kawaler i dlatego ewentualnie możemy go sfotografować, posłałby swoją dziewczynę na taką imprezę. - To fantastyczna zabawa. Lepsza niż dyskoteka.

Na sali tańczą nastolatki, dwudziestolatki, trzydziestolatki, czterdziestolatki i sześćdziesięciolatki. Ze sceny zabawia Karpowicz Family i niejaki Hajnuś. - Kobiety są jak kontynenty. Osiemnaście lat jak Azja, dzika i nieokiełznana. Od dwudziestu do trzydziestu jak Afryka: gorąca i wilgotna. Po trzydziestce to Ameryka: technicznie doskonała i wydajna. Między czterdziestką i pięćdziesiątką jak Europa: po dwóch wojnach światowych, ale jeszcze całkiem do rzeczy. A starsza jest jak Rosja. Wszyscy wiedzą, jak tam jest, ino po co tam jechać!

Mężczyźni też mają swoje kategorie. - Chłop po czterdziestce jest jak polonez: obiecuje więcej niż może. Po pięćdziesiątce jak żuk - trzeba go ręcznie startować!

Taniec z Enrique

Panom na razie dziękujemy, bo zbliża się godzina dziewiętnasta i podobno największa atrakcja wieczoru. Na salę wchodzi piekarski Enrique. Wolno zrzuca dżinsową kurtkę i koszulę. Wszystko w rytm gorących dźwięków. Opalony brunet zaprasza do tańca kolejne panie z pierwszych stolików. Chyba nie wypada odmówić? Rozpina spodnie i stop. - Jakby to mój chłop widzioł! - słychać głosy. Idziemy za tancerzem do pokoju. Chłopak ma 18 lat. W Piekarach tańczy pierwszy raz.

- Kobiety bawią się lepiej niż mężczyźni. To delikatna impreza, żadne orgie, można się odstresować - mówi nieśmiało. - Można dorobić...

- Gdyby nie było święta kobiet, to by faceci nie zarabiali! - śmieje się mężczyzna w czarnej koszuli. - A to jest mój syn! - dodaje, gdy wychodzimy z pokoju.

Schodzimy na dół po ubrania. - Zawsze tak było, ja tutaj, a żona u góry. A żona teraz w szpitalu - mówi Jan Pająk, portier. - Ja nigdy sam nie wychodzę. Ja zawsze z żoną.

Krzysztof Ciecióra z Ministerstwa Rolnictwa we Władysławowie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie