Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza OSP z Orzecha przyjechała do Bytomia. Szkolili psy ratownicze w opuszczonym budynku szpitala

Magdalena Nowacka-Goik
Magdalena Nowacka-Goik
Zawalona kamienica czy hala, wybuch gazu w bloku, poszukiwania w lesie. To wtedy, razem ze strażakami, zjawiają się one: psy ratownicze. Dzięki nim udaje się dotrzeć do tych, którzy potrzebują pomocy – i uratować ludzkie życie. W piątek 18 listopada, strażacy z Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej Ochotniczej Straży Pożarnej z Orzecha, razem z psami, przeprowadzili szkolenie w opuszczonym skrzydle Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego numer 4 w Bytomiu, w którym obecnie trwa remont dachu.

Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza OSP Orzech istnieje od 5 lat. Bierze udział w wielu akcjach poszukiwawczych osób zaginionych współpracując z wieloma służbami. Ostatnio – w Istebnej i Dąbrowie Górniczej. Jak mówią strażacy, najwięcej zgłoszeń mają, kiedy rozpoczyna się grzybobranie i ludzie bez przygotowania i znajomości terenu zapuszczają się w las. Zespoły trenują 2, 3 razy w tygodniu w różnych warunkach, bez względu na pogodę.

Iwona Wronka, rzeczniczka WSS nr 4 podkreśla, że dyrekcja szpitala cieszy się, iż dostrzeżono walory tego miejsca pod kątem wykorzystania do tego typu działań. - Budynek od około 40 lat był nieużytkowany, w tej chwili trwa w nim remont dachu, na który pozyskaliśmy pieniądze z województwa śląskiego, będziemy się też starać o uzyskanie funduszy zewnętrznych na utworzenie tu centrum neuropsychiatrii – wyjaśniała rzeczniczka.

Kurz, zakamarki, długie korytarze - idealne miejsce do ćwiczeń

- Jesteśmy wdzięczni za możliwość ćwiczeń na tym obiekcie, każda taka okazja wpływa na rozwój umiejętności naszych psów. Wybuchy gazu, poszukiwania w terenie, wszędzie tam, gdzie jest niebezpiecznie dla ludzi – tu psy robią kawał dobrej roboty. Psi nos nie został jak do tej pory zastąpiony przez żadną maszynę - mówi Krzysztof Mikołajczyk, dowódca GPR OSP Orzech.

Unoszący się kurz, pył, zakamarki, niedostępni pozoranci schowani za ścianą – takie warunki, z którymi mają tu do czynienia szkolone psy, pomagają w zbieraniu doświadczeń, bo właśnie z takimi mają do czynienia podczas akcji, kiedy przeszukują np. gruzowiska i muszą wyizolować zapach człowieka. Nieczynne skrzydło szpitalnego kompleksu daje możliwość przetestowania zachowania psa m.in. w długich korytarzach z regularnymi pomieszczeniami z prawej i lewej strony o zmiennym natężeniu światła. Strażacy ćwiczyli też samodzielność psa oraz kierowanie nim podczas akcji z odległości.

- Na tę chwilę mamy w naszej jednostce 4 zespoły ratownicze specjalności terenowej, czyli z uprawnieniami państwowymi, które biorą czynny udział w akcjach oraz dwa certyfikowane do udziału w akcjach ratowniczych na gruzach - wylicza dowódca grupy.

Odpowiedzialność za ludzkie życie

Mają uprawnienia do działania w całej Polsce, ale też poza granicami kraju i chociaż najczęściej pracują jednak na Śląsku, ale zdarzyło się, że byli wzywani do akcji pod Wrocław czy do Kędzierzyna-Koźla.W GPR OSP Orzech trenują i przygotowują się do roli zespołów ratowniczych psy różnych ras, m.in. bordery, labradory, owczarki niemieckie, owczarek holenderski, są także: foxterier, cattle dog czy husky.

Wśród nich jest siedmioletnia Mika - husky, która działa w zespole z druhem Bogdanem Balcerzakiem.

- To bardzo odpowiedzialna praca, bo najpierw na gruzowisko właśnie ruszają psy. Kiedy nie wyczują zapachu żywego człowieka, zwykle wjeżdża już ciężki sprzęt. Dlatego tak ważna jest ich rola, to, żeby odnalazły wcześniej poszkodowanych. Stawką jest bowiem ludzkie życie - mówi Bogdan Balcerzak.

Wyszkolenie psa trwa minimum 2-3 lata, czasem dłużej. Co ciekawe, husky nie jest rasą predysponowaną do tego typu działań, Mika jest tu wyjątkiem.

- Jest chyba jedyna, lub jedna z nielicznych rasy husky w Polsce, która jest szkolona pod tym kątem. Nasz dowódca po teście kwalifikacyjnym stwierdził jednak, że spełnia warunki - opowiada Bogdan Balcerzak.

Podczas testu badane jest posłuszeństwo, odruchy i kwestie związane właśnie z zapachem – umiejętnością lokalizacji i oznaczenia. Mika miała rok, kiedy przystąpiła razem z siedmioma innymi psami do testu, zdała tylko ona i jeszcze jeden. Co istotne - psy ratownicze nie pracują na śladzie. Nie potrzebują próbki zapachowej, pracują górnym wiatrem.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

iPolitycznie - Ireneusz Zyska - skrót

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na bytom.naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie