Bytomianki stworzyły markę damskiej mody. Kreatywnie, kolorowo i ekologicznie Czwarte urodziny Bäckerei Bytom - zobacz zdjęcia

Magdalena Nowacka-Goik
Magdalena Nowacka-Goik
Marta Chrobak i Aleksandra Staszczyk
Bäckerei Bytom - kobieca manufaktura w listopadzie obchodzi czwarte urodziny. Firma przetrwała dużo – trudne początki, pandemię, trwającą nadal wojnę w Ukrainie. Prowadzące sklep z damską odzieżą przyznają, że łatwo nie jest. Mimo to marka stała się już rozpoznawalna, zyskała klientelę i nawet się rozwija! Znaki rozpoznawcze? Ekologia, kolor i len. Od niedawna także aksamit.

Pomyślmy... Bytom - kiedyś w modne ciuszki zaopatrywały się tu elegantki z całego województwa , jeszcze w latach 70. minionego wieku, ale teraz to pieśń przeszłości. Pomysł na utworzenie tu firmy z damską konfekcją (nie ciucholand!), z wykorzystaniem lnu, który do tanich materiałów nie należy... To nie ma szansy przetrwania i rozwoju.

Z drugiej strony, to przecież z tym miastem i jego historią jest związana marka „Bytom", kiedyś istniały tu zakłady odzieżowe. Dziś wprawdzie już ich nie ma, ale sama marka przetrwała i nadal jest symbolem wyjątkowej, męskiej elegancji. I właśnie trochę licząc na te skojarzenia, tradycje, na to, że stąd pochodzą lub byli związani z tym miejscem projektanci, krawcy czy architekci, sąsiadki -bytomianki, Monika Urzoń i Karolina Jakoweńko postanowiły zaryzykować i stworzyć swoją markę odzieżową.

Moda na biznes

- Patrząc z perspektywy tych czterech lat, mogę stwierdzić, że były i są takie aspekty tej pracy, co do których myślałam, że będzie trudniej i odwrotnie – mówi Monika, pomysłodawczyni, właścicielka i „głównodowodząca".

To właśnie ona, wspólnie z sąsiadką z kamienicy przy ul. Mickiewicza, postanowiły założyć własny biznes. Żadna z nich wcześniej nie zajmowała się branżą modową i biznesem. Monika ma wykształcenie ekonomiczne, pracowała kilkanaście lat w korporacji, gdzie zajmowała się finansami. Po urodzeniu drugiego dziecka postanowiła już jednak nie wracać do tego zajęcia.
- Chciałam pracować na swoim. Ten pomysł kiełkował już wcześniej, ale potrzebowałam czasu, aby podjąć taką decyzję. Myślałam o branży modowej, skończyłam nawet kurs dotyczący zakładania marki odzieżowej, ale bez konkretów. Zaczęłam mówić o tym głośno, dzielić się swoją wizją – opowiada Monika.
Z Karoliną bliżej poznały się rok przed założeniem Bäckerei Bytom , ich dzieci chodziły do tego samego przedszkola.
- I kiedy tak wszystkim opowiadałam o tym moim marzeniu, to właśnie ze strony Karoliny spotkałam się z największym entuzjazmem i propozycją, abyśmy to zrobiły razem. Pomyślałam: super! - mówi Monika.

Po tych kilku latach już wie na pewno, że w pojedynkę byłoby o wiele trudniej.

- Monika opowiadała o tym pomyśle tak pięknie, z takim zapałem – wspomina Karolina, na co dzień zajmująca się zawodowo dbaniem o historię i dziedzictwo żydowskie w regionie.

- Pomyślałam, że może to być odskocznia od mojej pracy, którą oczywiście kocham, ale która dotyka tematów poważnych, często tragicznych. A moda, prowadzenie sklepu? O, tak.

Kolorowo, kreatywnie, sesje zdjęciowe. To brzmiało naprawdę pociągająco no i kusiło tym odpoczynkiem od trudnych spraw – wspomina Karolina.
Chociaż pomysł Moniki był dopiero zarysem, podchwyciła go od razu. I to ona zaproponowała, aby głównym surowcem był len. Monika miała jednak na początku wątpliwości.

- Zaczęłyśmy szukać tkanin, ale zależało nam, aby to, co będziemy sprzedawać było kolorowe. Łatwo nie było. Pięć lat temu w Polsce działała tylko jedna hurtownia sprzedająca len. A tam wszystko było w barwach pastelowych, szarych, kremowych. Smutnawo. A my chciałyśmy zbudować naszą markę alternatywnie, pokazać, że w lnie są kolory – opowiadają.

Od początku chciały, aby lokal mieścił się na ul. Mickiewicza. Z prozaicznych powodów, żeby mieć na niego oko. W minutę wyskoczyć w domu i być na miejscu. Monika widzi go nawet z balkonu. Ważna była też cena.

- Zachwyciło nas to miejsce, kafelki, witryna. Znałyśmy też, dzięki Cyfrowej Bibliotece Bytomskiej Architektury (projekt, którego współautorem jest mąż Karoliny, Piotr – przyp. red) historię tego miejsca, wiedziałyśmy, że w czasach przedwojennych mieściła się tu piekarnia – opowiadają.

Oryginalny napis zasłaniał plastikowy szyld z napisem „ZAPRASZAM", ślad po pozostałym właścicielu.

- Podpisując umowę wynajmu znalazłam punkt, że zdając lokal muszę usunąć szyld. Tymczasem, jak widać, poprzedni właściciel swojego nie zdjął. Poprosiłam więc o to, aby jednak ktoś ten poprzedni usunął – mówi Monika.

I wtedy pojawił się ten oryginalny, sprzed stu lat – z napisem Bäckerei und Conditorei" . Firma nie miała wtedy jeszcze nazwy, pojawiały się wprawdzie różne pomysły, wokół włoskich słów “lino” (len) i “lento” (powoli), ale do żadnego nie były przekonane na sto procent. W końcu szyld rozwiązał sprawę. Bäckerei brzmi europejsko, intrygująco no i nawiązuje do historii lokalu, w którym ma mieścić się sklep. Klamka zapadła. Szyld tak zresztą urzekł dziewczyny, że zadbały o jego renowację. Aczkolwiek dla wielu osób, nieznających przeszłości miasta jest to czasem niezrozumiałe (nie mówiąc o uprzedzeniach).

W dawnej piekarni kupimy sukienkę, szal i... chlebak

Monika dostała dotację z UE na stworzenie firmy. Na początku miała to być tylko sprzedaż internetowa. I tak w dużej mierze jest. Ale nie tylko. A zaczęły od... lnianych chlebaków. W końcu nazwa ich firmy w języku niemieckim oznacza piekarnię. Firma, także poprzez otwarcie stacjonarnego sklepu (raz w tygodniu) zaistniała na mapie miasta.

- Klientki chciały do nas przychodzić i na początku większa sprzedaż była na miejscu niż przez internet. Teraz 90 procent transakcji odbywa się online, ale nadal lokal funkcjonuje jako sklep, bo wciąż są osoby, które chcą tu zaglądać – opowiadają właścicielki.

Na półkach szale, opaski i gumki do włosów szyte z resztek tkanin , ale głównie sukienki, spódnice, spodnie, garnitury, kombinezony. Pomysły oczywiście są dziewczyn, ale potem już w swoje ręce bierze wszystko konstruktor i krawcowe. Monice i Karolinie bardzo zależało, aby tkaniny pochodziły z Europy, ze sprawdzonych miejsc. Sprowadzają je głównie z Litwy, która jest potęgą pod względem tego surowca w Europie Wschodniej.

- Tak, jest w tym ideologia. W całym procesie tworzenia ważne są dla nas aspekty ekologiczne, etyka pracy – podkreślają.

Chociaż zapał im nie opadł, uśmiechają się, kiedy słyszą, że to czysta przyjemność. Bo i owszem, jest kreowanie trendów i sesje zdjęciowe, ale i zajęcia żmudne, pracochłonne, czasem docieranie do ściany.

- Widzę, ile jeszcze przed nami, ile się udało, ile nie – wzdycha Monika.

Na szczęście mogą liczyć na wsparcie przyjaciół i wierne klientki.

- Na początku myślałyśmy o naszych rówieśniczkach, czyli dziewczynach około czterdziestki. Ale w Internecie kupują od nas także 25 – latki, a nawet i panie po 60. roku życia, które pamiętają len z czasów młodości i maja chyba do niego sentyment. Pamiętajmy, że len był kiedyś w Polsce bardzo modny, ale wypadł z naszej mody na jakieś 30 lat – przypominają.

One same są w nim zakochane. Ale ważne jest dla nich, aby nie była to reaktywacja lnu z dawnej epoki. Stąd odzież musi być w mocnych, nasyconych barwach, sporo fuksji, turkusu. Ustępstwo na rzecz czerni, ale trochę bieli i szarości też się pojawia. A że czasem len się gniecie? Taki jego urok. Lepiej odpuścić prasowanie, bo wysokich temperatur nie lubi. I po praniu wieszać tak, aby żelazko stało się zbędne. I nie przejmować się zagnieceniami.

Len jak kolory łąki, aksamit w świątecznych barwach

- Za co najbardziej lubię len? Oprócz jego wspaniałego oddziaływania na skórę, to za to, że nic się do niego nie przyczepia, jest trwały, pięknie się starzeje.. I len w dotyku teraz trochę się zmienił, jest zmiękczany – pokazują.

Od niedawna obok lnu pojawił się też inny materiał, dobrze znany z dawnych czasów, aksamit!

- Miałyśmy takie założenie, że będziemy edukować nasze klientki, że len to nie tylko na łąkę i pole, ale też do miasta, bo w końcu tworzymy dla siebie i kobiet nam podobnych. A drugą naszą misją jest promowanie lnu także jesienią i zimą. Na przykład kuloty, sukienki z długim rękawem, czy szale - świetnie sprawdzą się do wełnianych rajstop czy swetra. Jeszcze jednak przed nami długa droga , więc na jesień i zimę narodził się pomysł na aksamit. To też retro, powrót. Mamy nosa do przyciągania starych trendów – śmieje się Karolina.

Na półkach pojawiły się więc, przy okazji czwartych urodzin, aksamitne sukienki w dwóch kolorach. Zieleń, kolor Scarlett O'Hary przywodząca na myśl zapach świątecznej zieleni i elegancki, głęboki, tajemniczy fiolet w odcieniu śliwki z wigilijnego piernika...
A to na pewno nie koniec pomysłów w Bäckerei Bytom...

Nie przeocz

Zobacz także

Musisz to wiedzieć

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Materiały promocyjne partnera

Nowe narządzie do walki z cyberprzestępczością od CERT Polska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na bytom.naszemiasto.pl Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie