Bite dzieci - jak je chronić? Potrzebne jest wspólne działanie

Magdalena Nowacka-Goik
Lucyna Nenow
Udostępnij:
Bite dzieci - jak je chronić? Biją dzieci, bo są agresorami czy nie znają innych metod wychowawczych? Zmienia się system społecznej opieki, chroniący najmłodsze ofiary bestialskiej przemocy. Ale ludzie wciąż nie.

Bite dzieci - jak je chronić?
Kacperek ma cztery lata. Od miesiąca leży na szpitalnym łóżku w Centrum Pediatrii i Onkologii w Chorzowie. Stan ciężki. Trafił tu pobity przez konkubenta matki. Dwa tygodnie temu do tego samego szpitala trafił dziewięciomiesięczny Michałek, też bity - przez matkę. Na szczęście tu w porę to zauważono. Chłopczykowi nic nie zagraża. Obaj są z Bytomia. Ale dwumiesięczny Dawidek, który zmarł po pobiciu przez ojca trzy lata temu, był z Zabrza. Szymonek z Będzina. Czy tych tragedii udałoby się uniknąć? Co z opieką społeczną? A może coś nie tak z systemem, że wciąż nie możemy ochronić dzieci?

Pracownik socjalny 24 godziny

Wpis na Facebooku po tym, jak Kacperek z Bytomia-Bobrka trafił do szpitala. Autor - Andrzej Falkiewicz, pracownik socjalny z Bytomia: "Może po prostu pracownik socjalny wraz z policjantem powinni przynajmniej raz do roku chodzić od drzwi do drzwi, od mieszkania do mieszkania, by w każdym gospodarstwie domowym nakazywać rozebranie do naga dzieci, by naocznie przekonać się, czy te nie posiadają siniaków na ciele. Nie ma innego sposobu. I może nie dotyczy to tylko Bobrka. (...) Do takich zdarzeń może dochodzić w tzw. dobrych rodzinach. Tak więc zróbmy coś na kształt Powszechnego Spisu Ludności. Zapukajmy do wszystkich i posprawdzajmy dzieci. Zróbmy to w całej Polsce".
Policjant, szkoła - kto w końcu ma odpowiadać za bezpieczeństwo najmłodszych? Za to, żeby je chronić przed rodzicami-katami? I czy faktycznie, jak pisze pracownik socjalny na portalu społecznościowym, "nie ma innego sposobu"? Robert Garstka kilka lat temu pracował w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Będzinie. Nie ukrywa, że sam pracownik socjalny nie jest w stanie zapobiec takim sytuacjom. - Nie jest, z różnych względów. Bo to nie jest tak, że przychodzimy do rodziny i na pierwszy rzut oka widać, że jest źle. Często rodzice doskonale potrafią odegrać sytuację, że wszystko jest OK. Kryją ich sąsiedzi. Pytani, dlaczego nie sygnalizują, że coś się złego dzieje, odpowiadają, że donosów składać nie będą. A że to nie "donos", a obywatelska postawa, albo po prostu odruch serca? Nie, niektórych się o tym nie przekona - mówi Robert. Jak jest źle, pracownika socjalnego mogą nie wpuścić. Zwykle też wiedzą, kiedy się go mogą spodziewać. - Kolejny problem to czas. Jego połowę pracownik socjalny traci na pracę za biurkiem, grzebanie się w papierach, a rodzin pod opieką sporo - mówi Robert.

Asystent ma większe możliwości?

Dr Krystyna Faliszek, psycholog i socjolog z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, zajmująca się polityką społeczną, zwraca uwagę, że przemoc wobec dzieci to zwykle ostatnie ogniwo łańcucha negatywnych zjawisk w rodzinie. Dlatego trzeba zacząć od przeciwdziałania dysfunkcjom. - Pracownik socjalny zwykle pracuje w konkretnych godzinach, trzeba więc zdawać sobie sprawę, że nie jest on w stanie wyłapać wszystkich sygnałów. Poza tym, dotrze zwykle do tych rodzin, które same zgłoszą się o pomoc - mówi dr Faliszek. Rozwiązanie widzi w postaci asystenta rodziny. - Taka działalność jest u nas w Polsce od niedawna, ale widzę w niej potencjał - podkreśla. Pod warunkiem, że będą to osoby profesjonalne i kompetentne. Bo przecież one działają wtedy, kiedy pracownik socjalny już jest "po godzinach". Są z rodziną na co dzień i mogą ją kształtować od podstaw. Nauczyć, jak radzić sobie z wychowaniem dzieci, agresją, stresem.
W Bytomiu jest 85 pracowników socjalnych. Asystentów rodziny - 17. Każdy z tych ostatnich pracuje z około 20 rodzinami. W tej chwili z pomocy asystentów korzysta około 250 rodzin.
Czy liczba asystentów nie jest za mała?
- Jeśli porównamy to z innymi miastami, to nie jest mało - zapewnia Rafał Szpak, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Bytomiu. W przypadku dziewięciomiesięcznego Michałka w rodzinie był właśnie asystent. Dziecko było chore na świerzb, asystent załatwił wizytę lekarza i pojechał sprawdzić, czy są wypełniane zalecenia. - Kobieta zmieniła miejsce zamieszkania, ale nie odpuściliśmy w jej poszukiwaniu. Także upierając się potem, aby zobaczyć dziecko - mówi Szpak. System więc niby zadziałał - dziecko udało się uchronić od gorszych konsekwencji zdrowotnych. Ale gdyby nie było tu asystenta? Nie pojechał sprawdzić, co z dzieckiem od razu? Z drugiej strony, do pobicia jednak doszło. Czy wcześniej nic nie wskazywało na to, że matka może się tak zachować? I dziecko trzeba jej odebrać?

Ważna jest dobra diagnoza

Ustawę o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie znowelizowano w 2010 roku. Jest tu artykuł dający pole do konkretnych działań pracownikowi socjalnemu. Zgodnie z art. 12a w razie bezpośredniego zagrożenia życia lub (uwaga - przyp. red.) zdrowia dziecka w związku z przemocą w rodzinie, pracownik socjalny wykonujący obowiązki służbowe ma prawo odebrać dziecko z rodziny i umieścić je u innej niezamieszkującej wspólnie osoby najbliższej. Justyna Podlewska, prawnik z Fundacji Dzieci Niczyje, twierdzi, że możliwości związane z ochroną dzieci od przemocy są coraz większe, tylko trzeba chcieć z nich skorzystać.
Po pierwsze - niebieska karta. Dla większości z nas kojarząca się z wizytą policjanta podczas interwencji domowej. Tymczasem założyć ją może nie tylko on. - Poza policjantem na interwencji, także dzielnicowy, osoba z komisji przeciwdziałania alkoholizmowi, pracownik służby zdrowia, pracownicy pomocy społecznej, niekoniecznie tylko z instytucji typu OPS - wylicza prawniczka. Kolejny krok - mocne kampanie społeczne. Podkreśla też, że ważne jest rozgraniczenie działalności osób zajmujących się problemem przemocy w rodzinie od pracy asystenta rodzinnego.
- Asystent rodzinny nie jest od walki z przemocą - przekonuje prawniczka. - Traktowanie tak tej funkcji to wyrzucanie pieniędzy w błoto. Ważne jest diagnozowanie, czy w rodzinie naprawdę dochodzi do przemocy, czy wynika to z uzależnienia od alkoholu, czy po prostu z braku metod wychowawczych - podkreśla. - Wiele osób wciąż myśli stereotypem, że lepsza własna, nawet najgorsza rodzina, od domu dziecka. A tak nie jest. Myślę, że wynika to też z faktu braku znajomości takiego "wyjęcia dziecka z rodziny". System się zmienia i ta opieka to już nie typowy "bidul", a bardziej rodzinny dom dziecka.

Radosław Fogiel o komisji śledczej ws. Pegasusa w Sejmie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie