"Czekając na Chopina". Recenzja premiery 21.04.2018 w Operze Śląskiej

W progu wita nas Delfina Potocka (Iwona Noszczyk) i prowadzi do siedzącej przy fortepianie George Sand (Joanna Kściuczyk-Jędrusik). Słynna pisarka ma zamyślony wyraz twarzy, ale wita gości z ujmującą powagą i szacunkiem. Następnie wybieramy sobie miejsce w XIX-wiecznym salonie, który zaaranżowano w sali im. A. Didura
 Mateusz Mioduszewski/mat. Opera Śląska

Okrągłe stoliki, kanapy, fotele, albo krzesła - także na podwyższeniu, które zwykle pełni rolę sceny. Artyści (a właściwie - artystki, jedynie przy fortepianie maestro- Michał Kryworuczko) krążą podekscytowane wokół gości. Za chwilę zacznie się wyjątkowy wieczór - pełen muzyki, ploteczek, zabaw, wspólnych śpiewów, tańca. Nastrój udziela się publiczności - nieco zaskoczonej, ale szybko poddającej się atmosferze. Tak wyglądał początek premiery spektaklu teatralno-muzycznego "Czekając na Chopina" w reżyserii Michała Znanieckiego. Światowego formatu reżyser, którego opera "Romeo i Julia" Ch. Gounoda zdobyła w tym roku Złotą Maskę dla najlepszego spektaklu 2017 roku w województwie śląskim, tym razem pozwala sobie w Operze Śląskiej na eksperyment. Powiedzmy sobie szczerze - ryzykowny. A chodzi o zatarcie granicy między artystami i widownią. A nie jest to widownia choćby włoska, gdzie przy takim temperamencie i oswojeniu ze sztuką, niewiele potrzeba do łamania granic. Widownia w Bytomiu jest na pewno bardziej powściągliwa, niepewna. Ale...dająca się skusić zaproszeniu do spontanicznego kontaktu ze sztuką. Chociaż jest tu oczywiście scenariusz (oparty na słowie pisanym z tej epoki - listach, notatkach, pamiętnikach, wspomnieniach, m.in. George Sand), to tak naprawdę, nie sposób uniknąć pewnej (zamierzonej) improwizacji, spontaniczności. Już na początku - konsternacja. George Sand przypomina, że mistrz Chopin, nienawidził koncertów. Zgadzał się grać przy publiczności liczącej maksimum 150 osób. Czy na sali jest tyle? - Poświęciłby się pan dla sztuki i w razie potrzeby opuścił salę? - pada dramtyczne pytanie w kierunku jednego z zaskoczonych widzów...Na szczęście takiej potrzeby nie było.

Jesteśmy więc w salonie. Słuchamy opowieści o Chopinie, widzimy egzaltowane uczennice. To wyzwanie mocno aktorskie dla tych, które widzimy zwykle w posągowych, dramatycznych ariach). Być może dlatego ta egzaltacja momentami wydaje się być nieco przerysowana...ale jeśli porównamy to z zachowaniem współczesnych fanek na koncertach idoli...

Trwamy w oczekiwaniu na przybycie artysty. Ale nie jest to trwanie bierne. Razem z artystkami śpiewamy słynne "Życzenie" Stefana Witwickiego (autorem muzyki jest oczywiście Chopin) , wcielamy się w chórzystów śpiewając Casta diva...w pewnym momencie słychać dzwonek. "Chopin, Chopin" - krzyczą podekscytowane damy. A to tylko...szampan. Którym zresztą zostanie poczęstowana widownia. Co jeszcze? Nieznane utwory Chopina, salonowe gry, arie, wariacje muzyczne (jak powinien brzmieć temat muzyczny pt. Bytom?) i wiele innych niespodzianek. Jak w tym wszystkim odnaleźli się artyści? Przekroczenie bariery artysta-widz, wejście we wręcz intymny kontakt, łatwe nie było. Na scenie operowej ta odległość jest zachowana. A one są jednak przyzwyczajone do dystansu i łatwiej mogą skupić się na swojej roli. Joanna Kściuczyk-Jędrusik w roli George Sand jest przekonująca aktorsko - szorstka, męska w charakterze, zaborcza, ale bez reszty oddana Fryderykowi, prowokująca. Ona nie ma w sobie egzaltacji. Delikatna i subtelna Anna Wiśniewska-Schoppa w roli divy- Pauline Viardot, przede wszystkim skupia naszą uwagę na swoim głosie (ale też wyjątkowo jej do twarzy w kostiumie). Kiedy w finale śpiewa pieśń Chopina do słów Adama Mickiewicza "Precz z moich oczu", nagle radosny nastrój oczekiwania znika, a tragiczna wymowa pieśni staje się wymownym finałem. Bo przecież wszystkie kochały Chopina...

Na wyjątkową uwagę zasługuje jedyny mężczyzna w tym gronie, Michał Kryworuczko, który w prawdziwie wirtuozyjny sposób wprowadza nas w ten świat Chopina mocno prawdziwego, szczerego, skrępowanego własną sławą. Chopina nie z pomnika. I tej muzyki, którą tworzył, ale niekoniecznie przez nas znanej.

Kreatywność i przemyślana "zabawa" formą jest symptomatyczna dla Michała Znanieckiego. Reżyser, który tworzy opery na pustyni, dla tysięcy widzów, uczy młodych i nie waha się do swoich projektów angażować seniorów, równie mocno odnajduje się w salonie. I chociaż on sam nie uczestniczy w premierze stworzonych przez siebie dzieł, tu - na jeden moment zrobił pewien wyjątek...

Spektakl po raz pierwszy zaprezentowano w 1995 roku we foyer La Scali. Można go było zobaczyć także w Irlandii, Argentynie czy na Kubie. Była propozycja prezentacji w kraju, który szczególnie ukochał muzykę Chopina, czyli w Japonii. Reżyser jednak odmówił, bo miał być wystawiony przed kilkutysięczną widownią. To kłóci się z założeniem spektaklu i nie oddałoby jego klimatu. Był wystawiony w dworkach i pałacach w Polsce. Jak wypadł w sali Didura Opery Śląskiej? Bardzo dobrze. Sala jest przystosowana akustycznie (partie wokalne bez zarzutu, troszkę gorzej przy mówionych), aranżacja miejsca - prosta, ale w punkt. Odpowiednio dobrane, zmieniające się światło reflektorów i płonące w świeczniku świece. Jeśli ktoś chciałby przenieść się w czasie - nie będzie zawiedziony. "Czekając na Chopina" w Operze Śląskiej ma dwie obsady - i na pewno warto zobaczyć obie, bo to tak, jakbyśmy przyszli do dwóch podobnych, ale jednak różnych salonów wielbicielek mistrza. To też świetna propozycja wprowadzenia w sztukę teatralno-muzyczną młodego widza, który przy okazji może poczuje ten wyjątkową możliwość otarcia się (brzmi nieco trywialnie, ale jest prawdziwe) o kulturę. I zobaczy Chopina nie tylko jako "mistrza, który wielkim kompozytorem był".

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować Nie działa? Spróbuj wyłączyć Adblock samodzielnie w ustawieniach.